wtorek, 30 kwietnia 2013

3

-Proszę cię nie płacz.-szepnął mi do ucha -nie na widzę kiedy dziewczyny płaczą-dodał
-możemy już iść?-zapytałam z nadzieją
-Jasne, jeśli chcesz-lekko się uśmiechnął a ja tylko kiwnęłam głową
Wsiadaliśmy do auta gdy jakieś rozpędzone auto jechało prosto na nas po chwili była tylko ciemność, a ja obudziłam się cała spocona i zapłakana w samolocie
-Em co się dzieje? Czemu płaczesz ?-zapytała zaniepokojona
-Miałam zły sen-skłamałam. Owszem nie lubiłam okłamywać ludzi a w szczególności nie lubiłam okłamywać Jess ale pomyślałaby że jestem jakaś psychiczna jeszcze nie dolecieliśmy do L.A a ja już "poznałam" JB'ego trochę nierealne. Moje przemyślenia przerwał głos stewardessy "Proszę zapiąć pasy, za chwilę lądujemy." Posłusznie zapięłam pas, a już po chwili samolot wylądował. I znów głos stewardessy "Mamy nadzieję że lot spędzili państwo dobrze. Dziękujemy za skorzystanie z naszych linii lotniczych i polecamy się na przyszłość." Kobieta skończyła swój monolog, a już po chwili wszyscy byli poza samolotem. Przed lotniskiem czekał na nas kierowca z kartką podpisaną "Pani Emilly, Pani Jessy". Zaśmiałam się pod nosem bo nigdy nikt jeszcze nie powiedział do mnie Pani a to takie dziwne uczucie jeśli starsza osoba mówi do 18-latki "Pani". Zauważyłam że Jess też zaśmiała się pod nosem ale po chwili spoważniała. Do domu przyjechaliśmy autem jak mniemam wynajętym przez nasze mamy. O dziwo dom wyglądał tak jak w śnie był taki sam w 100% taki sam. Weszłyśmy do domu a ja zamarłam ten dom wyglądał tak samo ale dlaczego?
-Emilly co się stało?-zapytała
-Jess... Jess nie wydaje ci się że ten dom jest jakiś taki znajomy?-zapytałam rozglądając się po pomieszczeniu.
-Nie, nie ale kiedyś widziałam podobny w takiej telenoweli-zaśmiała się melodyjnie i zaczęła nucić pod nosem jak się domyślam czołówkę (wyj.Czołówka piosenka zaczynająca jakiś serial, film lub jak w tym przypadku "telenoweli") tej telenoweli
-ej mam ochotę na ogromy puchar lodów z podwójną czekoladą i bitą śmietaną-powiedziałam rozmarzonym głosem a Jessie wybuchnęła śmiechem.
-I ty jesteś taka chuda a jesz za dwóch !-zachichotała
-Oj tam, jestem po prostu głodna a przecież jutro jest pierwszy dzień pracy i żeby się odstresować przynajmniej na mnie najlepiej dział "Bomba" Kaloryczna -powiedziałam przybierając postawę tak zwaną "Chamską".
-Ok możemy iść na tą twoją "Bombę Kaloryczną" ale ja idę się najpierw przebrać-powiedziała, wzięła walizkę i zaczęła ciągnąć ją po schodach, a ja powtórzyłam tę czynność
O dziwo (x2) mój pokój urządzony był tak samo jak ten we śnie, ale już nie wnikałam może to po prostu zbieg okoliczności. Różową walizkę położyłam na łóżku, otworzyłam ją i wyjęłam z niej zestaw do tego założyłam pierścionek od mojego "byłego" chłopaka z którym się nigdy nie rozstałam. Miał na imię Ethan, był motocyklistą a tak jaśniej to jeździł na motocrossach. Byłam z nim 4 lata. Dwa lata temu gdy byłam z nim na wyścigach stracił panowanie nad kierownicą, gwałtownie skręcił w lewo i się rozbił. Jak najszybciej podbiegłam do niego a on tylko resztkami sił wyjął z kieszeni pudełeczko, a gdy je otworzyłam zauważyłam karteczkę z napisem "Wyjdź za mnie Em. Kocham Cię". Po chwili Ethan już nie żył. Dopiero po tygodniu uświadomiłam sobie że Et chciał się ze mną ożenić. Kochałam go tak bardzo, tylko on był powodem do życia i tak po prostu odszedł, to tylko jemu i oczywiście mamie powiedziałam co ojciec robił ze mną gdy miałam 11 lat. Odszedł on i moja cała miłość do jakiegokolwiek chłopaka, wtedy gdy poznałam jakiegoś kolesia był on dla mnie tylko przyjacielem. Pamiętam jak serce mnie bolało gdy oni zapraszali mnie na randki a ja im odmawiałam. Na samą myśl jak się uśmiechał, jak się śmiał, jakie poczucie humoru miał to było tak nierealne był to taki mój Ideał. Mój osobisty Ideał. Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Jess
-Em czy ty znów myślisz o Ethan'ie?-zapytała a w jej głosie można było wyczuć troskę i współczucie
-Tak to znaczy... On jest nadal dla mnie ważny... jest częścią mojego życia -jedna jedyna łza pociekła po moim policzku ale szybko ją otarłam-dobrze możemy iść-uśmiechnęłam się blado
-No... No dobrze chodźmy-powiedziała zmieszana
Zjadłyśmy lody i postanowiłyśmy przejść się po parku. Chodziłyśmy tak i chodziłyśmy aż nagle ktoś na mnie wpadł
-Łee... Przepraszam strasznie przepraszam-zaczął się tłumaczyć najprawdopodobniej chłopak
-he he nic się nie stało-uśmiechnęłam się
-Na pewno?-chłopak podniósł głowę i okazało się że to Chris przyjaciel JB
-Tak nie martw się, jest Ok-zaśmiałam się
-To dobrze, ale w zamian zabieram ciebie i twoją piękną koleżankę-w tym momencie spojrzał na Jess która spaliła buraka -do kawiarni z moim kolegom Justin'em Bieber'em nie wiem może kojarzycie mniej więcej taki-wtedy wymierzył rękom jego "wzrost"-i nadużywa słowa "SWAG"-zachichotałam
-Yyyy... tak wiem kim on jest ta o tutaj-skierowała kciukiem na mnie-jest jego fanką
-pfff... nie jestem-prychnęłam
-nie wcale a te milion bransoletek z napisami typu "Bieber Fever" "Forever Belieber" to co też nieprawda?-zapytała
-To to ech... no dobra jestem jego fanką-poddałam się zażenowana
-A tak wgl. to jestem Christian ale dla przyjaciół Chris -wyszczerzył się
-Ja Emilly ale dla przyjaciół Em-przedstawiłam się
-Ja Jessy dla przyjaciół Jess-zaśmiałam się a reszta dołączyła do mnie...

OCZAMI JUSTINA

Miałem spotkać się z Chrisem w parku przy fontannie ale nagle "pilnie" zadzwoniła do mnie moja "dziewczyna" Selena. No właśnie dlaczego niby dziewczyna gdyż nasi wspaniałomyślni menadżerowie czyli mama Sel i mój menadżer Scooter wymyślili sobie że jeśli Selena nagrywa teraz nowy album a ja skończyłem swoją trasę "Believe Tour" to mogę ją "troszkę" "wspomóc" w tym interesującym zajęciu, a ja zgodziłem się na to tylko dlatego że Sel jest moja bardzo bliską przyjaciółką i chyba jedyną (o prócz Chrisa i Alfreda) prawdziwą przyjaciółką.
-Yo Sel co tam?-zapytałem
-A nic siedzę i się nudzę, oglądam "Jak stracić chłopaka w 10 dni"-zachichotałem
-istotnie ciekawe zajęcie-powiedziałem "poważnie"
-Nie ci mówię też kupię nam paprotkę i będzie ona rosnąć jak nasza miłość-zacytowała kawałęk filmu a ja zaśmiałem się głośno...

CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz